Ciało w komunii

„Busola bibliodramy” to w zamyśle zbiór tekstów i wypisów z wartościowych lektur, które mogą pomóc w głębszym zrozumieniu bibliodramy, jej procesu, środków, metod i celów.

Na początek proponuję fragment z książki o Eucharystii, kardynała Ratzingera, w chwili publikacji polskiej już papieża Benedykta XVI. Mam nadzieję, że passus o ciele okaże się pomocny dla bibliodramy, w której przecież pracuje się ciałem. Pożytecznej lektury

Dariusz Wiśniewski SJ

 

 

Joseph kardynał Ratzinger, Eucharystia. Bóg blisko nas, Wydawnictwo M, 2005, ISBN: 83-7221-635-5, str. 88 -90.

Możemy w naszym myśleniu podejmować próby zbliżenia się do świata zmartwychwstania, ale on pozostanie innym światem, którego nigdy w pełni nie zrozumiemy. Leży on na granicy śmierci, do której jesteśmy włączeni i wewnątrz której żyjemy.

Jednak możemy zbliżyć się do niego. Taką próbą jest uświadomienie sobie faktu, że słowo „ciało” – „To jest Ciało moje” – w języku Biblii nie oznacza po prostu ciała jako opozycji do ducha. „Ciało” oznacza tu o wiele bardziej całą osobę, w której ciało i duch niepodzielnie są jednym. „To jest bowiem Ciało moje” oznacza więc: to cała moja rzeczywista Osoba w Ciele. Jaka jest istota tej osoby, dowiadujemy się z kolejnych słów: „… które za was będzie wydane”. Oznacza to: ta Osoba jest byciem dla innych, w swej najgłębszej istocie rozdawaniem siebie. A więc dlatego, że chodzi o Osobę, która sama z siebie jest Otwartością i Oddaniem, może Ona być rozdawana.

W pewnym stopniu możemy to zrozumieć z doświadczenia własnej cielesności. Kiedy uświadomimy sobie, czym jest dla nas ciało, zauważymy, że zawiera ono w sobie pewną przeciwstawność. Z jednej strony stanowi granicę, która oddziela nas od drugiego człowieka. Tam, gdzie już znajduje się ciało, nie może być żadne inne. Kiedy jestem w tym miejscu, nie mogę być jednocześnie gdzie indziej. Dlatego ciało sprawia, że jesteśmy dla siebie jakby obcy. Nie możemy zaglądać w drugiego człowieka, ponieważ cielesność zakrywa jego wnętrze. Ono dla nas samych jest zakryte i dlatego nawet dla samych siebie jesteśmy obcy. Nie patrzymy przecież w nas samych, w naszą własną głębię. To jedna strona: ciało pozostaje granicą, która czyni nas nieprzejrzystymi, nieprzeniknionymi dla siebie nawzajem; ustawia nas obok siebie i nie pozwala nam zaglądać do wnętrza innych ludzi i go dotykać. Ale jest jeszcze druga strona: Ciało to jednocześnie most, ponieważ poprzez nie się spotykamy, komunikujemy się we wspólnej materii stworzenia. Przez nie widzimy się nawzajem, czujemy się i zbliżamy jeden do drugiego. W gestach ciała widać, kim jest drugi człowiek. W sposobie patrzenia, działania i zachowania się widzimy siebie samych. Ciało zbliża nas do siebie – jest granicą i Komunią w jednym. Dlatego też siebie samego, własną cielesność można przeżywać różnie: można nią żyć bardziej w kierunku zamykania się na ludzi albo bardziej w kierunku Komunii. Swoją cielesnością w kierunku zamykania się w sobie i we własnym egoizmie można żyć tak bardzo, że niemożliwe staje się spotkanie z drugim człowiekiem. Wtedy następuje – jak mówił kiedyś Albert Camus – tragiczna sytuacja w stosunkach międzyludzkich. To jest tak, jakby dwoje ludzi było oddzielonych od siebie szklaną szybą budki telefonicznej. Widzą się, są tuż obok siebie, a jednak owa ściana sprawia, że są dla siebie nieosiągalni. To jak szklanka mleka, która pozwala nam dostrzec jedynie kontury. Człowiek może więc żyć zorientowany wyłącznie na swoje ciało. Może tak bardzo zamknąć się we własnym egoizmie, że ciało pozostaje jedynie rozdziałem, granicą, która wyklucza jakąkolwiek Komunię; granicą, w której człowiek nikogo już nie spotyka i nie pozwala, by ktokolwiek dotknął jego zamkniętego wnętrza. Ale cielesność można traktować również odwrotnie: jako otwarcie się, wolność człowieka, który się dzieli. Wszyscy wiemy, że i tak się dzieje: że ponad granicami nasze wnętrza się stykają, jesteśmy blisko siebie. To, co nazywamy telepatią, stanowi tylko zewnętrzny wyraz istniejącego między nami wszystkimi, choć w mniejszym przecież zakresie, ukrytego stykania się od środka, bycia blisko siebie również w oddaleniu. Zmartwychwstanie oznacza po prostu fakt, że przestaje istnieć ciało jako granica, a to, co jest w nim Komunią, zostaje.