Dwa lata kursu bibliodramy w Polsce

Dirk Ginter Harms    

Od maja 2014 do lutego 2016 roku brałem udział w niemiecko-polskim dwuletnim kursie bibliodramy w praktyce. Większość spotkań warsztatowych miała miejsce w Częstochowie. Było to dla mnie nowe i bardzo nieoczekiwane spotkanie, inne niż mógłbym się spodziewać. Gdy chciałem spisać moje wrażenia zauważyłem, że to nie jest możliwe bez wcześniejszego przybliżenia Wam mojej biografii.(…)

Pochodzenie
Nad moim rodzinnym domem w Offenbach unosiła się „szara religijna mgiełka”, lekka jak pyłek. Regularnie chodziliśmy do kościoła pobliskiej parafii we Frankfurcie i regularnie modliliśmy się
przy stole. Gdy zarzuciłem tę praktykę po konfirmacji, modlitwa przy stole zniknęła bezszelestnie z mego domu, a ja chodzenie do kościoła zredukowałem wyłącznie do ważniejszych świąt. Nawet, gdy po maturze zacząłem studiować teologię, nie mogłem już powrócić do „fenomenu wiary”. (…) Uczyłem się dużo o Biblii, uczyłem się dużo o Chrześcijanach. uczyłem się dużo o tym, co jako Chrześcijanin powinienem czynić i jak powinna funkcjonować parafia. Uczyłem się modlitwy we wspólnocie, uczyłem się budowy nabożeństwa, żywej liturgii i takiej wesołej, rodzinnej służby Bogu. Ale jak dotknąć wiary, o tym się nie uczyłem (…)

Polska I
Moje pierwsze bliskie spotkanie z Polską było związane z teatrem a nie z kościołem. Uczestniczyłem w projekcie – inscenizacji, który prowadziła znana aktorka i reżyserka Zofia Kalińska, która wraz z Tadeuszem Kantorem współtworzyła kiedyś w Krakowie legendarny teatr Cricot 2. Do Polski przybyliśmy z naszą inscenizacją „Dybuk” w listopadzie 2000 roku – do Katowic i Krakowa. W tej pracy spotkałem po raz pierwszy tego „Trzeciego”, który pojawił się nagle i był kimś większym od nas – aktorów i widzów. On nie pojawił się tak po prostu, lecz dopiero wtedy gdy nasze ciała się przygotowały, wyostrzyła się koncentracja. Ten „Trzeci” obdarzył nasze sceniczne działania jakimś wewnętrznym światłem (…) Gdy jako teolog próbowałem reflektować to doświadczenie, zrozumiałem, że wtedy tak naprawdę pojąłem i odczułem co znaczy obecność Ducha Świętego. W przygotowaniu, w „warming up” zobaczyłem sens liturgii pokutnej – strząśnięcia z siebie codziennych wypaczeń /uchybień/a pojawienie się „Trzeciej siły” zinterpretowałem jako nadejście Łaski.

Polska 2
Moje kolejne spotkanie z Polską to było praktyczne spotkanie dziełem Jerzego Grotowskiego. Ćwiczyliśmy razem w grupie polskich i niemieckich aktorów w pewnym legendarnym gospodarstwie rolnym niedaleko Opola. Nocne treningi, w stodole, tylko przy świetle świecy, praca blisko natury. Tam również doświadczałem tej obecności z nami „Trzeciego”(…)

Polska 3
Z moją żoną świętowałem jej urodziny, w Krakowie na żydowskim Kazimierzu (…) Oczywiście spędziliśmy także pół dnia w naszym ukochanym miejscu – w muzeum teatru Cricot 2.

Polska 4
Od 2004 byłem uczniem Ulli Schorn Berlinie, która kursy terapii tańcem (Life Art Process) prowadziła także w Polsce i opowiadała nam o tym podekscytowana. (…)

Polska 5
Przybycie
Tego majowego poranka słońce powoli pojawiało się na niebie, gdy spocony wysiadałem z autobusu w Częstochowie. Znając zaledwie parę słów zdobyłem wodę i plan miasta. Tak wyposażony dotarłem do Centrum Duchowości – magicznego miejsca, w którym miałem się uczyć bibliodramy. (..) Tutaj otoczył mnie spokojny, wielebny chłód. Mój pokój ze swoją sofą (Aula X) przypominał mi urok dawnych czasów.
Przed pokojem był zbudowany krąg z krzeseł. – Czy my tutaj mamy się spotykać? W kuchni pracownik rozstawiał duże talerze, takie odświętne. – Gdzie wypijemy naszą pierwszą kawę? – zastanawiałem się. Ktoś krzątał się na zewnątrz. Wyjrzałem, pozdrowiłem uprzejmie i schowałem się z powrotem. – Czy ja pomyliłem imprezy?
Na zewnątrz poruszała się siostra zakonna w habicie. Ponieważ byłem przyzwyczajony, że podczas kursów teatralnych lub tanecznych trzeba zdjąć ubranie codzienne, a włożyć coś wygodnego na zmianę, zacząłem się powoli przebierać. Im było bliżej umówionej godziny spotkania, tym głośniej robiło się na zewnątrz. – Nie, siostra wcale nie zniknęła, pojawiło się ich więcej, tych które ją znały. Pojawili się też mężczyźni w koloratkach(…)
Słowo „ewangelizacja” które do tej pory używałem w zupełnie innym kontekście było używane w związku z bibliodramą. Zorientowałem się też, że do porządku dnia należy poranna msza o 7:30, co przyprawiło mnie nieco o ból głowy. Nie sama godzina, tylko sam fakt mszy (…)

Poranna msza
Trzech księży celebrowało mszę w pełnych ornatach przed naszą czternastką uczestników. Msza odbywała się w pełnej koncentracji, jasności, żadnego gestu, żadnego słowa za dużo. Oczywiście msza była odprawiana w języku polskim, tylko teksty biblijne w tłumaczeniu niemieckim były wydrukowane na kartkach. Czasami krótkie przedmowy były powtarzane w języku niemieckim. Krzysztof rozumiał i potrafił wykładać tekst Ewangelii w kilku trafnych zdaniach, jasno, klarownie i ciepło. I znowu ta otwarta cisza, w której słowo wypowiada się samo. Wzrastało we mnie zaufanie do kolegów, a moje uszy otwierały się na piękny śpiew Katarzyny, na ciszę poza słowami i dźwiękami. Ta msza kierowała ku środkowi, ku centrum-do miejsca koncentracji różnych kręgów.

Słowo poza słowami
Zaraz na początku natknęliśmy się na granice. (…) Zaczęliśmy czytać tekst Ewangelii według Św. Jana o uzdrowieniu chromego nad sadzawką i każdy uczestnik miał zatrzymać się przy wersie, który jest dla niego najważniejszy. Szybko zaczęła się wymiana spostrzeżeń, dlaczego i co to dla mnie znaczy, „ – ale ja sądzę, że to słowo znaczy…”, „nie, to przecież…”. Katolicka pobożność i krytyczny wobec Kościoła Protestantyzm zderzały się ze sobą.
„Stop – pozwólmy mówić obrazom, zacznijmy grać, tworzyć”. I wtedy powstał wymyślny korowód. Zaprezentowaliśmy grupie wynik naszej pracy. „Co oni przez to chcieli nam powiedzieć? – pyta grupę prowadząca. „Szczerzymy zęby”, gdy słyszymy, co inni zobaczyli w naszej „sztuce” (… )

Mojżesz przy gorejącym krzewie
Ponad 3 dni „malowaliśmy” obraz: Mojżesz przed gorejącym krzewem spotyka Anioła Pańskiego, który mówi do niego: „Mojżeszu, Mojżeszu!” On zaś odpowiada: ” Oto jestem”. Malowaliśmy ten obraz farbami. Różne sceniczne ćwiczenia przeplatały się z cichymi fazami. Tworzyliśmy obraz za każdym razem na nowo po doświadczeniu kolejnych przeżyć. Znowu – tyle konotacji przez głęboko katolickie spojrzenie w istotę Boga aż do egzystencjalnych doświadczeń Później nastąpiły skojarzenia. Przez mój obraz widzę Eucharystię, opowiadała jedna z uczestniczek. Inna osoba odkryła w tym obrazie historię niepokalanego poczęcia ( w obrazie namalowanym przez praktykującego Zen, protestanckiego teologa)

Odrodzenie
Uwolnienie się z niewoli pojęć, odrzucenie wyuczonej wiedzy – to określiła jako swoje zwycięstwo nie jedna z niemieckich uczestniczek, ale kobieta, której wcześniejsze wypowiedzi kazały mi wątpić, czy aby na pewno biorę udział we właściwym wydarzeniu. Pracowaliśmy nad tematem – chrzest Jezusa w Jordanie. Zanim dojdziemy do jedności, powinniśmy zmierzyć się ze znaczączymi przeciwieństwami, by odnaleźć to co w środku reprezentuje naszą tożsamość. Zaczęliśmy najpierw wędrówkę przez lasy i pustynie, wędrowaliśmy przez naszą drogę życia aby stanąć nad Jordanem. Pójść tam oznaczało uratować nasze życie. Po stronie starego życia zostawiamy to, co reprezentuje naszą dawną tożsamość. Jedna z polskich uczestniczek pozostawiła swoją Biblię i zaczęła na „nowej stronie życia” lekki, uwalniający taniec. Obraz, który wykonała po swoim tańcu, składał się z linii pomarańczowych i żółtych idących w stronę słońca.

Błogosławieństwa
Dariusz i Dorota poprowadzili wspólnie pracę warsztatową: „Błogosławieni smutni, albowiem oni będą pocieszeni”. Każdy miał przygotować instalację nt. Smutek z materiałów znalezionych w domu i poza domem. Następnie obchodziliśmy naszą wystawę. Grupa szukała tytułu/nagłówka dla instalacji. Do każdej instalacji znajdował się „ojciec chrzestny”. Po zobaczeniu wszystkich instalacji nastąpił czas medytacji., a w tym czasie „ojcowie chrzestni” mieli możliwość, zachowując pełen szacunek i ostrożność, zmienić drobnostkę w powierzonej im instalacji. Następnie obeszliśmy wystawę po raz drugi. Nic nie było przez nas komentowane. Tylko się przyglądaliśmy i rozważaliśmy.

Koniec i początek
Za obrazami, za słowami leży to, czego naprawdę szukamy. Bibliodrama w tym międzywyznaniowym i międzynarodowym dialogu ( bo uczestnicy pochodzili z trzech krajów) wyprowadziła nas ponad pojęcia. Bibliodrama pokazała nam, że ekumeniczny, ponadreligijny dialog staje się możliwy wtedy, gdy odłożymy na bok pojęciowe myślenie a zaczniemy odkrywać Słowo jako membranę bezpośredniego zetknięcia z tym, co istnieje w nas na dnie i co jest do odkrycia. Podobnie jak śpiew ma przewagę nad mową tak taniec wyprzedza nasz chód (taki normalny, uporządkowany). Gdy spotykamy się jako „istoty tańczące” spotykamy się jako ludzie, a nie jako przynależni do tego czy innego wyznania. (…) Myślę, że zrozumienie odbywa się ponad religią i wyznaniem, w poezji, w obrazach w tańcu (..) Bibliodrama wyprowadza nas z oczywistości naszych utrwalonych religijnych wyobrażeń ucząc zaufania do narracji pierwszych chrześcijan, byśmy umieli zobaczy ć i powiązać z nimi nasze własne opowieści .(..)

(tłum.Agnieszka Szczepańska)